Świnka Lechia

dsc_0208.jpg

20 listopada 2007 przyjechała do naszej stajni świnka. Historia świnki jest zaskakująca. Podczas meczu Arki Gdynia z Lechią Gdańsk na stadion kibice Arki wpuścili małą świnkę w szaliku klubu Lechia. Mecz się skończył, świnka została i trafiła do schroniska dla zwierząt w Gdyni prowadzonego przez stowarzyszenie Animals. Świnka nie była szczęśliwa w schronisku, w którym wszystkie inne zwierzęta szczekały lub miauczały. Chyba nawet zaczęła przypuszczać, że jest psem.


„Animalsi” zadzwonili do mnie z pytaniem, czy przyjmę świnkę do stajni. Nigdy nie planowałam posiadania świnki, jednak po naradzie z pracownikiem zapadła decyzja – bierzemy! Świnka przyjechała samochodem. Poznała psy stajenne Gapę, jej szczeniaki, Terrę i Kłopotka. Po chwili zobaczyła konie. W życiu świnki rozpoczął się nowy rozdział. Uwierzyła, że jest rumakiem. Razem z końmi wychodziła na pastwisko, biegała i jadła trawę. Na noc wracała do swojego domku.
Z psiego wcielenia pozostał jej zwyczaj biegania wzdłuż płotu i „oszczekiwania” ludzi. Nie będę nawet próbowała opisywać tych dwięków i zdziwienia przechodniów.

Przez 2 lata świnka Lechia była całkowicie wolną świnią. Chodziła na orzeszki buczynowe do lasu i pasała się z końmi. Niestety odkryła we wsi ogródki sąsiadów i wolność musiała się skończyć. Czasem zimą wypuszczamy ją na spacery. Lechia uwielbia odwiedzać nas w siodlarni. Na zdjęciach, w jeszcze niedokończonej siodlarni, Lechia pomaga mi sprzątać sylwestrowy bałagan.
Zimą Lechia nosiła czerwoną polarową kamizelkę, a latem smarowałyśmy ją oliwką, żeby nie przypalała sobie skóry na słońcu. Jest bardzo dystyngowaną damą i chociaż jej największą słabością jest głaskanie po brzuchu, unika przypadkowego towarzystwa dzików i innych świniowatych. W dni słabości kobiecej nie wychodzi z domku bo boli ją głowa. Wielkie w tym moje szczęście, bo nie muszę chodować jeszcze 12 prosiąt.
Aktualnie Lechia wygląda tak.


I jest jedną z największych świnek jakie w życiu widziałam.